Chciałem żeby wszystko było idealnie, żeby Dominika nie musiała się niczym martwić, żeby była zad...

Misja Wesele: Wieczór Panieński


Chciałem żeby wszystko było idealnie, żeby Dominika nie musiała się niczym martwić, żeby była zadowolona z mojej organizacji i w końcu - żebym ja sam mógł być z siebie dumny. Dlatego stresowałem się chyba za dwoje. Podczas gdy Panna Młoda sprawiała wrażenie spokojnej i opanowanej, ja trząsłem portkami. No, ale po kolei – prawdziwy sprawdzian moich organizatorskich umiejętności miał miejsce 19 sierpnia, kiedy zorganizowałem Wieczór Panieński. Tak, tak drogie panie – ja, mężczyzna zrobiłem to sam! No, prawie...

Po pierwsze – jak facet ma odnaleźć się w gąszczu kobiet? Jak ma zorganizować typowo babską imprezę i jeszcze spełnić oczekiwania gości? Jakie miejsce wybrać, jakie atrakcje zaplanować, co ugotować, jaki tort zamówić? Dzięki losie za internet! Przyszedł z pomocą w prawie każdej kwestii. Prawie, bo użyteczna okazała się też sama znajomość Gwiazdy Wieczoru – co lubi, co ją cieszy i czego oczekuje od tej imprezy. A, że Dominika jest chyba najbardziej wybuchową osobą jaką znam, to trzeba było się postarać, bo gdyby tylko coś poszło nie po jej myśli, to wyżyłaby się na mnie – często mam wrażenie, że – z czystą przyjemnością. Nie była więc łatwą klientką!

Organizację przyjęcia rozpocząłem od zrobienia listy rzeczy, które muszę wziąć pod uwagę. Znalazły się tam – między innymi – takie hasła jak: noclegi dla gości, brak ciszy nocnej, Hello Kitty, dużo różowego, prezent dla Panny Młodej, alkohol. Kiedy na etapie planowania teoretycznego wszystko odhaczyłem czas było zająć się praktyką, a jak to w praktyce bywa okazało się, że sam nie dam rady. Po pierwsze dlatego, że multum obowiązków okazało się być nie do przeskoczenia dla jednej osoby, a po drugie dlatego, że potrzebowałem jednak kobiecej dłoni, która zapewni kontrolę nad moją męską, wybujałą wyobraźnią. Wybór padł na Paolę – wieloletnią przyjaciółkę Dominiki, która jest prawdziwą, polską gospodynią – najlepsza organizatorka domowych przyjęć, wyśmienita kucharka i kobieta z głową na karku. Stworzyliśmy więc chyba najlepiej dopełniający się DREAM TEAM.

Zarezerwowaliśmy domek na odludziu – żeby zapewnić ciszę i spokój (a raczej możliwość szaleństw i bycia głośno ;), zaprosiliśmy gości, kupiliśmy imprezowe gadżety, zamówiliśmy tort, znaleźliśmy prezent idealny, wydaliśmy miliony monet na jedzenie i alkohol i… najłatwiejsze mieliśmy już za sobą. Chyba oboje nie spodziewaliśmy się, że prawdziwy młyn rozpocznie się dopiero w dniu przyjęcia. Na miejscu umówiliśmy się już samego rana, żeby zapewnić sobie dużo czasu i przygotować wszystko na spokojnie. Przeliczyliśmy się! Trzeba było zacząć dzień wcześniej. Ale, grunt to dobra organizacja! Pracowaliśmy jak małe mróweczki, a czas na zegarku uciekał nieubłaganie. Wiedziałem doskonale, że jeśli rozpoczęcie imprezy się opóźni, to Dominika nam nogi z dupy powyrywa. Nie zaskoczę Was, jeśli powiem, że wcale się nie myliłem?

Godzina 18:30, dzwoni Dominika. Na nasze nieszczęście mieliśmy wtedy kiepski zasięg, więc zdążyła się już mocno poddenerwować zanim odebraliśmy telefon. Z furią przedstawiła nam swoje bieżące położenie – że już jest gotowa, że przecież nie będzie milion godzin (tak, ma tendencję do wyolbrzymiania <3) siedzieć w sukience i czekać, że już miał być po nią samochód, że ‘aha, spoko!’. Przy niej trzeba nauczyć się technik relaksacji i stosować tak często, jak to tylko konieczne. Oddzwaniam - ‘Dominika, za pół godziny będzie po Ciebie samochód’. Słyszę w słuchawce, że gdyby tylko mogła, to zabiłaby mnie gołymi rękami, ale odpowiada tylko krótkie ‘OK’ (które brzmi raczej jak ‘^%&&%$#*&**$#’).

Wysyłam po nią transport, bo boję się, że jak poczekamy jeszcze trochę, to źle się to dla nas skończy! Powoli zjeżdżają się goście, na wstępie każda z dziewczyn wpisuje się w formie odciśniętego całusa do ‘księgi gości’. Chwila na zrobienie się na bóstwo, ostatnie poprawki, robię na szybko Sex On The Beach, rozlewam do kieliszków, ustawiam wszystkich w gotowości i słyszę ‘JUŻ JEST’! Wygląda świetnie i nawet się uśmiecha, więc chyba złość jej przeszła. Uff – mogę odetchnąć z ulgą. Wręczam jej drinka i prezenty, śpiewamy Sto Lat i… let’s get it started!












... bardzo późno w nocy...

...i bardzo rano!

Dobrze jest mieć taką przyjaciółkę! <3


***
Jeśli potrzebujesz pomocy w organizacji Wieczoru Panieńskiego, napisz do nas i zapytaj o ofertę na rok 2017 :)
kontakt@tieveil.pl

Część I Część II Jestem w szoku, bo przez dobre pięć pierwszych kawałków cały parkiet jest peł...

Misja Wesele: 27 sierpnia 2016 Część III


Część I
Część II

Jestem w szoku, bo przez dobre pięć pierwszych kawałków cały parkiet jest pełny! Ludzie wychodzą na podwórko, bo ogród jest przepiękny, no i dają tam zimne piwo! Yay! Wołamy gości na zdjęcie grupowe i całą resztę sztywnych, pozowanych zdjęć. Międzyczasie ci wszyscy pozujący ze mną wyginają mi koło u sukni w jajo, przez co widać mi nogi do połowy łydek. Przez następne 15 minut moja przyjaciółka Basia klęczy u moich stóp i wygina koło w drugą stronę, ale tym samym ratuje moją suknie. Dzięki Basia! Nawiasem mówiąc Basia tej nocy wykonała kawał dobrej roboty! Pomagała mi korzystać z toalety w tej wielgachnej sukni, poprawiała mi makijaż, chodziła ze mną smarkać, dosuwała krzesło do stołu, kiedy męża nie było na horyzoncie... Basia! Bez Ciebie bym sobie w życiu nie poradziła! Dziękuję <3

Możemy pykać minisesję ślubną. Jestem bardzo ciekawa co z tego wyszło, bo był upał i słońce waliło prosto na nas, poza tym łaziliśmy po nierównym trawniku więc ciągle deptałam sobie suknię. Pomysłów jednak wcale mi nie brakowało i mam nadzieję, że Aleksandra Kiełczewska nie miała mnie dosyć. Olu, dziękuję za cierpliwość! :) Tylko Rafał był niespecjalnie zadowolony, bo nienawidzi sesji zdjęciowych, ale jakoś poszło Ośle, jakoś poszło. Szybka przerwa na kawusie i śmigamy na parkiet. Mnie nie przeszkadza, że Rafał nie umie tańczyć, po tylu latach to ja nawet to lubię! Naprawdę. Ale żeby go nie stresować, tańczymy dużo w kółeczku - wilk syty i owca cała! Chwilę później DJ robi blok zabaw dla dzieciaków, którego zwieńczeniem jest pokaz baniek mydlanych, wszyscy są uradowani, nawet dorośli. Wspominałam już, że DJ odwalił naprawdę kawał dobrej roboty!? Nie moglibyśmy wyobrazić sobie lepszego wodzireja, miał masę pomysłów i mnóstwo energii. Pokłony dla niego do samej ziemi. Później łazimy po sali, pijemy wodę z kieliszków ze znajomymi, łoimy bez opamiętania, bez przepitki, bez skrzywienia. Takie alkoholiki z nas. BTW, raz pomyliłam kieliszki - dziękuję losowi, że nie puściłam pawia! Poker face wyszedł mi idealnie!

Czas na weselu naprawdę leci przeszybko, nawet się nie obejrzeliśmy i już zrobiło się ciemno, czas więc było wyjść z ludźmi na zewnątrz, na zimne ognie. Oczywiście zapomnieliśmy kupić zapalniczki, więc bujaliśmy ze świeczkami, ale pogoda dopisała, więc wszystko wyszło spoko, nawet dwa razy! Nie mogę doczekać się efektów! Liczę na magię i bum! O 22:00 zaplanowaliśmy podziękowania dla Rodziców. Ustawiliśmy krzesła na środku parkietu, światła zgasły, ekran zaczął się rozwijać, wszyscy z niecierpliwością czekają, mnie cisną się już łzy na oczy, operator wciska 'play' i... Nie ma dźwięku. 'To pewnie przez ten wcześniejszy chwilowy brak prądu' - słyszę. No super, budzimy właściciela domu weselnego, a mnie już szlag trafia. Na całe szczęście mamy najlepszego DJ na świecie, który przejmuje pałeczkę i zabawia gości. Chwilę późnej już wszystko działa i puszczamy filmik, który jest jeszcze lepszy niż wtedy, kiedy widziałam go ostatni raz. Pod koniec lecimy po kwiaty i zapakowane płyty z filmikami. Rodzice wstają, moi Rodzice oczywiście wzruszeni, choć Tata bardziej. Kiedy podchodzę, żeby złożyć im życzenia, szepcze mi do ucha 'zabije cię za to' - nie lubi niespodziewanych sytuacji. Włączamy banalne, utarte do porzygu 'Cudownych rodziców mam' i wzruszamy się już chyba wszyscy. Później lecimy dalej z podziękowaniami, tym razem dla świadków, starostów i moich druhen. Tańczymy do kawałka z serialu 'Przyjaciele', kocham tych ludzi! Naprawdę bez nich to nie byłoby to samo. Wiele dla mnie zrobili i wtedy kiedy wszystko było na etapie planowania i dziś kiedy to dzieje się naprawdę.

Teraz trochę czasu na ogarnięcie się, wysmarkanie - bo wciąż jeszcze resztki choroby dają o sobie znać. Muszę znów być świeża i piękna na oczepiny. Zaczynamy standardowo od rzutu bukietem i krawatem. Mój bukiet łapie Kasia - dziewczyna która przywiozła nam chlebek. Krawat - chłopak mojej koleżanki. Mieli zatańczyć razem Polkę za piątkę. Szepczą sobie do ucha jak ten taniec wygląda, ściągają buty żeby było wygodniej, emocje wre. A tu pyk - pięć sekund piosenki i koniec. Brawa! To właśnie polka za piątkę! Yay! Wszyscy odetchnęli z ulgą. Później nasz test zgodności - wywróżyli nam, że będziemy mieć trzech synów, matkobosko jak ja się cieszę, że nie wierzę w zabobony, to pozwala mi mieć nadzieję na córkę :D. Jedną z fajniejszych zabaw dla gości był taniec z gwiazdami, gdzie wyłonieni faceci mieli tańczyć wybrane przez DJ tańce towarzyskie - dużo śmiechu i zabawy. Dzięki, że już wszyscy byli podpici!

Po oczepinach czas jeszcze mocniej przyspieszył, goście zaczęli się rozchodzić, więc tylko lataliśmy po szyszki, a dla znajomych jeszcze po wódkę. Trzeba było ogarniać też transporty, więc na parkiecie byliśmy już tylko z doskoku. Ostatni goście wyszli o 5 rano. Ja byłam padnięta jak nigdy. Suknia odcisnęła mi się na skórze, stanik odparzył, a jedna pończocha w jakiś cudowny sposób odbiła mi się tak na udzie, że następnego dnia miałam bąble. Z  kolei kręgosłup totalnie odmówił posłuszeństwa, na tyle, że zanim położyłam się spać, to musiałam poćwiczyć pilates, żeby pozbyć się bólu.

Ale wiecie co? Było warto, naprawdę! To był wspaniały dzień, ze wspaniałymi ludźmi. No i kocham mojego męża!

Część I 'Sebastian! Jak to nie ma prądu!?' Wraca DJ - 'Dominika, nie denerwuj się -...

Misja Wesele: 27 sierpnia 2016 Część II


Część I

'Sebastian! Jak to nie ma prądu!?' Wraca DJ - 'Dominika, nie denerwuj się - mamy agregat, mikrofony działają, tylko klima nie, ale jest spoko'. A dobra, trudno! Czy z prądem czy bez, zostanę tą żoną. Stoję, wszyscy już w środku. Wchodzi Seba i mówi, że idę. Przede mną tylko kamera. Weronika zaczyna grać na skrzypcach, to znak, że powinnam wchodzić, a ja czuję jak łzy napływają mi do oczu. 'Uspokój się idiotko' - powtarzam w głowie i... IDĘ! Wszyscy na mnie patrzą, ale ja widzę tylko Rafała. Uśmiecha się do mnie, jeżu! Jak ja go kocham!! Chyba mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. Pani urzędniczka wita nas i gości, coś tam mówi o tym, jaka to ważna decyzja, to małżeństwo, ale niewiele słyszę, jestem tylko ja i Rafał, patrzę co jakiś czas na niego, uśmiecham się, a on mocniej ściska moją rękę. Wstajemy, zaczyna się przysięga, która jest trochę inna, niż ta którą znaliśmy, więc Rafał się troszkę gubi, ale to wszystko jest nieważne, patrzy na mnie, choć co jakiś czas odwraca wzrok, zawsze wtedy kiedy głos zaczyna mu drzeć. Boooosze! To najpiękniejszy dzień w moim życiu! Później mówię ja, choć wcale tego nie pamiętam! Nie wiem jak to się dzieje i już przechodzimy do naszych własnych przysięg. Rafał obiecuje mi, że będzie mi robić kawę do łóżka i że nauczy mnie jeździć samochodem, to chyba najbardziej trafiona przysięga na świecie. Później moja kolej, chciałam tak od serca, łapy mi się trzęsą więc niewiele widzę z tej kartki, którą napisałam. Trochę improwizuję, ale ostatecznie chyba wszystko wychodzi całkiem logicznie. Ogłaszają nas mężem i żoną, dajemy sobie buzi, wystrzelają konfetti, biją brawa, Weronika zaczyna grać Marsz Mendelsona. MATKOBOSKO JESTEŚMY MAŁŻEŃSTWEM!! Spoglądam na Rafała, uśmiecha się, takim uśmiechem przepełnionym miłością, mój ulubiony uśmiech. Naprawdę spędzę z tym człowiekiem resztę życia. Nakładamy sobie obrączki, składamy podpisy. Urzędniczka staje się człowiekiem i składa nam życzenia takie od siebie, od serca. Cudowna kobieta!

Zapraszamy gości na życzenia i zaczyna moja mama! MAMOOO!! Zaczyna płakać, no to i ja zaczynam wyć, sztuczna rzęsa przylepia mi się do powieki, śpiki lecą więc proszę o czas, szybka przerwa techniczna i lecimy dalej. Teściowa nas opierdziela, że nie wolno na ślubie płakać!! Bo to źle wróży! No to ok, trzy-dwa-jeden luz! Dalej idzie już spoko. Chrzestna podchodzi ze łzami w oczach i mówi, że tylko sto lat, bo jak powie więcej to będzie płakać, więc stanowczo zakazuje, przypominając sobie słowa teściowej, przecie nie podpadnę jej pierwszego dnia. Międzyczasie rodzice szukają skrzynki, na koperty która zapadła się pod ziemie, była i nie ma! No trudno! Później witanie chlebem i solą, dostaliśmy przepiękny chlebek od mojej koleżanki ze studiów, idealny! Zostawimy go sobie na pamiątkę, zdecydowanie! W kieliszkach oboje mamy wodę, bo przecie gdyby to była wódka to byśmy oboje puścili pawia. Pierwsze sto lat i pierwsze gorzko, siadamy do stołu i UFFFF. Puszcza cały stres. Rafał szepcze mi do ucha, że mnie kocha i że podoba mu się mój nowy pierścionek.

Podają obiad, siostra Rafała - jego świadkowa ciągle na mnie patrzy i w końcu mówi, że siedem lat czekała, aż w końcu zostanę oficjalnie członkiem rodziny. Chwilę trawię tę informację, po czym mówię, że ja z Rafałem przecież od ośmiu lat już jestem. Na co Asia moja ukochana odpowiada 'noo, ale przez pierwszy rok Cię nie lubiłam'. No spoko, ważne że teraz się kochamy! Za chwilę podchodzi DJ - Najpierw tort czy pierwszy taniec? Spoglądam porozumiewawczo na Rafała, a jemu panika rysuje się na twarzy, bo on najchętniej to całkiem pominąłby ten pierwszy taniec. Szepczę mu do ucha, że olać to wszystko, że tylko ja i on, że nawet jak będzie do dupy, to się to wytnie, że dla nas będzie pięknie choćby nie wiem co. Więc idziemy na parkiet, pyk pyk jest chyba całkiem fajnie, mrugam do niego w chwili, w której powinien mnie unieść - robi to idealnie! Moja tapeta lekko odbija się na jego garniturze, ale jeszcze mu tego nie mówię, sam zobaczy w łazience :D Ludzie wchodzą na parkiet i jestem w szoku...!

Ciąg dalszy nastąpi...


W nocy z piątku na sobotę w ogóle nie mogłam spać, przekręcałam się z boku na bok, bo ciągle kmi...

Misja Wesele: 27 sierpnia 2016 Część I


W nocy z piątku na sobotę w ogóle nie mogłam spać, przekręcałam się z boku na bok, bo ciągle kminiłam, czy o niczym nie zapomnieliśmy! Poza tym, leczyłam jeszcze przeziębienie, więc co tylko udało mi się usnąć, to budził mnie zatkany nos!!! Budzik zadzwonić miał o 8:00 ale Milka moja niezastąpiona nie pozwoliła mi spać dłużej niż do 6:00 (dziękuję Milcia, jesteś najlepszą córką ever!!!). Wstałam więc, przemyłam twarz i zauważyłam kilka nowych niedoskonałości - No zajekurwabiście! Ale spoko oko, jestem przecież kwiatem na tafli jeziora i te sprawy. Zrobiłam sobie wodę z cytryną, zielony koktajl na później i Fervex, żeby postawić się na nogi. Zeszłam do ogrodu, gdzie już poczułam, że to będzie UPALNY dzień. Ale spoko - przypominam sobie tę kwestię o tym kwiatku na tafli jeziora. Spaceruję boso po rosie i ładuję się witaminą D płynącą ze słońca. Mama wstaje, pyta jak się czuje, a ja rozumiem, że chodzi o moje zdrowie, więc próbuję powiedzieć, że spoko! Ale wtedy okazuje się, że chrypka rozwinęła się jeszcze bardziej. Ale nie panikuję - kwiat na tafli jeziora - dzwonię pospiesznie do Seby. 'Sebuś, vokaler poproszę... i sudafed tak w razie czego... a i wiesz co? Jeszcze xylożel'. Spaceruję dalej, wstaje tata i też pyta jak się czuję - No spoko, Seba wiezie mi leki. 'Dziecko, ja pytam jak się czujesz z tym, że dziś za mąż wychodzisz!'. A! To dziś!? No to w sumie wyobrażałam sobie siebie trochę inaczej, bo czuję się całkiem normalnie, zero stresu, luzik! Właściwie - dzień jak co dzień. Godzina 9:00 a ja nie wierzę własnym oczom - Sebastian stoi pod moimi drzwiami, po raz pierwszy w życiu jest punktualnie! Pierwszy, przysięgam! ?Zaproponowałabym mu kawę, ale czas nagli. Trzeba założyć balony na łuk na podwórku, posprzątać u mnie w pokoju. Międzyczasie dostaję SMS od Rafała, że mnie kocha i że nie może się doczekać, aż mnie zobaczy! Stresuje się, ha! Byłam pewna, że to ja będę trząść portkami, a tu on cały w nerwach! 

O godzinie 10:00 wyjeżdżamy w miasto, najpierw kwiaciarnia, później zawieźć kwiaty do domu weselnego i do fryzjera. Świetnie, że wzięliśmy pod uwagę to, że jest sobota! TARGOWA SOBOTA. Nigdzie nie ma miejsca, żeby zaparkować samochód, a czas ucieka. K***A! Kwiat na tafli jeziora, kwiat na tafli jeziora. Wysadź mnie - krzyczę i wybiegam z auta. W kwiaciarni kolejka, ale spoko - wdech i wydech! Widzę swoje kwiaty, są cudowne! Płacę pospiesznie, wpadam do samochodu i jedziemy do Białego Dworu, tam widzę samochód Rafała, więc chowam się - przecie ma mnie nie widzieć! Szybko pędzimy do fryzjera, ledwo się udało, ale uf! Jesteśmy na czas! Nagle Seba odbiera telefon - jego rodzicom rozwalił się samochód i trzeba ich odebrać, musi jechać. Myślę sobie - spoko ale jak tylko się spóźnisz to ci nogi z dupy powyrywam! Międzyczasie wpadają Gentlemani (video), podziwowali się dlaczego ja w ogóle się nie stresuje i co to ma być, żeby Panna Młoda w dniu ślubu taki luz!? A ja na spokojnie sobie cykałam selfiaki, rozmawiałam z fryzjerką i nie czułam wcale, że dziś to ten dzień, na który tak czekałam! Następnym etapem była makijażystka, Seba zdążył w ostatniej chwili, więc podrzucił mnie do kosmetyczki, a sam poleciał się ogarnąć. Siedząc na fotelu zaczął rozpaczliwie dzwonić mi telefon, i dzwonił, i dzwonił, i dzwonił! W końcu odebrałam, okazało się, że dwóch osób nie będzie z powodu nagłych wypadków zdrowotnych. Ok, spoko. Trudno! Siedzę dalej, wpada Aleksandra Kiełczewska (fotograf), chłopcy Gentlemani wypytują ją, jak tam Rafał, czy zestresowany? Ola się śmieje, że dawno tak zestresowanego Pana Młodego nie widziała. Założę się, że mnie będzie ściemniać, że on się WCALE NIE STRESOWAŁ :D 

Po makijażu lecimy do domu, kilku Gentlemanów już na miejscu, już praca wre, a ja ze spokojem pytam - czy mogłabym napić się kawy!? Spokojnie wypita filiżanka to nie była, ale podczas gdy mój pokój zamienił się w studio nagrań i fotografii ja choć przez chwilę mogłam pogadać z Sebą, spytać czy na sali wszystko gra, czy samochód ogarnięty. Kiedy przychodzi czas ubierać suknię, wszystko zaczyna przyspieszać, lada moment stoję już w ogrodzie, słońce wali prosto na mnie, w welon zaplątuje się jakaś klejąca pajęczyna, pod tiul sukni wlatują jakieś kurewskie małe muszki i słyszę tylko: spójrz tu, popatrz tam, powąchaj bukiet, uśmiechnij się... No to spełniam polecenia posłusznie. Ale teraz ja mam życzenie! Poproszę zdjęcie z Sebą. Ustawiamy się, uśmiechamy i... Gentleman mówi, że dupa - wyglądamy jak para młoda, trzeba to rozluźnić, więc zaczynamy stroić głupie miny, a ja zapominam o tym że jestem cała w robakach, a dzień się nawet na dobre nie rozpoczął. Oj, tam yolo. Przed samym wyjazdem otwieramy szampana, stukamy się kieliszkami, wypijamy symbolicznego łyka i w drogę! Kiedy wcisnęłam się do samochodu, poczułam po raz pierwszy stres. Już niewiele słyszałam z tego co działo się dookoła mnie. Miałam myśli jakby za mgłą. Okurwajegojebanamać za chwilę zostanę ŻONĄ! 'Seba daj mi moją przysięgę, przecie ja jej nawet kurwa nie przeczytałam!!!!' Ręce mi się trzęsą, w ustach kończę vokaler i mam nadzieję, że jakoś pójdzie! Wychodzę z samochodu, wita mnie przewspaniały DJ 'Dominika, nie denerwuj się, nie ma prądu, wszystko pod kontrolą, możemy wchodzić'. Okej, super. Wdech i wydech. Robią mi zdjęcia, kamerują, Seba lakieruje welon, wdech i wydech... CO KURWA!? JAK TO NIE MA PRĄDU!? 


Ciąg dalszy nastąpi...

Kiedy patrzę na kalendarz i widzę, że już sierpień, to robi mi się słabo. Mój licznik pokazuje ...

Misja Wesele: Złote rady Panny Młodej


Kiedy patrzę na kalendarz i widzę, że już sierpień, to robi mi się słabo. Mój licznik pokazuje 21 dni, do wielkiego dnia, a jest jeszcze TYLE do zrobienia! W domu latamy wszyscy jak poparzeni, co rusz to robię nowe listy 'to do' i przeraża mnie to, że niczego nie mogę jeszcze odznaczyć! Śnią mi się ślubne koszmary, że spóźniam się na ślub, że zapominam o wizycie u fryzjera, że mam brzydką fryzurę rodem z lat 90', że gubimy obrączki, że goście nie przychodzą, że choruję w dniu ślubu. Naprawdę!? Mózgu, naprawdę!? Przysięgam, że jeszcze do niedawna twierdziłam, że jak ma się wszystko idealnie zorganizowane, to stres wcale nie dopada. Okej, dobra. Mój błąd, przyznaję. To było naiwne. Dlatego Wy macie szczęście, macie mnie! Z moimi złotymi radami nie popełnicie błędów i przed ślubem będziecie mieć sielankę i zero nerwów. No dobra, przynajmniej nie popełnicie tych błędów co ja, albo się chociaż postaracie! Bierzemy się w garść Drogie Panie!

1. 'Co masz zrobić dziś, zrób jutro. Będziesz mieć dwa dni wolnego'. To ZUPEŁNIE nie może tyczyć się przygotowań do ślubu. Po prostu nie i już. Polecam raczej patrzeć w drugą stronę - 'Co masz zrobić jutro, zrób dziś. Oszczędzisz sobie nerwów'. Jeśli planujecie cokolwiek wykonać własnoręcznie, to szczerzę radzę zabrać się za to nawet pół roku przed TYM dniem, później wychodzi mnóstwo obowiązków 'na już' i nawet małe pierdółki potrafią zająć Twój czas tak, że nagle budzisz się z ręką w nocniku. Nie polecam. 

Moja Mama, która za zadanie ma wykonać większość #sztukarękodzieła wzięła się za robotę kilka dni temu. Nie chciałybyście słyszeć jej 'entuzjazmu' z jakim pracuje pod presją czasu ;).

A jej warsztat wygląda tak... i jest naszym stołem rodzinnym. Czyli tak - nie mamy gdzie spożywać posiłków! 



2. Rozsadźcie gości przy stołach, zróbcie to najlepiej jak tylko można. Niech ci, którzy za sobą nie przepadają siedzą z daleka od siebie, ci którzy się lubią blisko i wszyscy będą zadowoleni. Ale naprawdę nigdy, przenigdy nie pokazujcie przed weselem tego rozsadzenia NIKOMU. Bo uwierzcie mi, że każdy będzie miał coś do powiedzenia, każdy będzie wiedział lepiej, a w ten sposób nigdy nie dojdziecie do ładu. Razem z Mamą spędziłyśmy 4 godziny na ustalaniu kto, gdzie siedzi. Mucha nie siada, naprawdę! Nie było to proste zadanie, bo moja rodzina nie należy do najbardziej przyjaźnie nastawionych, ale dałyśmy radę i byłyśmy z siebie dumne. Do czasu. Mama pokazała Babci, Babcia poprzestawiała, Mama się wkurzyła, Babcia się obraziła. Nie polecam! 

3. Róbcie porządek na bieżąco. Tym z Was, które zawsze trzymają porządek w domu i miejscu pracy GRATULUJĘ i szalenie zazdroszczę, naprawdę macie łatwiej w życiu! Ja niestety nie należę do pedantek, dlatego za kilka dni zakopię się we własnym bałaganie i na ślub wychodzić będę oknem. W ostatnim czasie przychodziło do mnie wiele paczek, kurierzy zaczęli być moimi najlepszymi przyjaciółmi, a biurko zostało mianowane 'pierdolnikiem roku'. Właściwie wszystko byłoby w porządku, w końcu po ślubie ten bajzel zniknie samoistnie, więc w czym problem? Jak tu przyjąć gości, którzy zjadą się na wesele? Jak wpuścić fotografa i kamerzystę? Wstyd troszkę. Więc moją ostatnią misją jest 'znajdź dla tych rzeczy odpowiednie miejsce'. Gdybym pomyślała o tym na początku, miałabym teraz mniej roboty. Zdecydowanie mniej. 


5. Róbcie listy. Cokolwiek przyjdzie Wam do głowy, czym prędzej to zapisujcie. W natłoku obowiązków istnieje duża szansa, że o czymś zapomnicie. Stąd biorą się te wszystkie koszmary ślubne, potwierdzone info. Wprawdzie jedna lista byłaby może lepszym rozwiązaniem, ale z dwojga złego lepiej mieć milion list, niż żadnej. 

Dobra, z tym milionem może przesadzam, ale mam w telefonie 23 notatki dotyczące ślubu, dwa arkusze kalkulacyjne, jeden projekt w 'Todoist', dwie listy pisane ręcznie i Organizer Ślubny. Kto da więcej!?

6. Wyluzujcie się. Jakkolwiek zabawnie to brzmi, to uwierzcie mi, miesiąc przed ślubem życzenie 'luzu' jest najlepszym życzeniem ever!


***
Autorka pierwszego zdjęcia: Renata Rodewald

Nie, video w ogóle nie wchodzi w grę. To żadne widzimisię, my po prostu tego nie potrzebujemy. Po...

Misja Wesele: Dlaczego jednak zdecydowaliśmy się na Video?


Nie, video w ogóle nie wchodzi w grę. To żadne widzimisię, my po prostu tego nie potrzebujemy. Poza tym, przecież na każdym kroku szukamy oszczędności, więc dodatkowa ekipa filmowa wcale w tym nie pomoże. Właściwie, błagam! Kto ogląda później te filmy? Wątpię nawet, żeby Państwo Młodzi obejrzeli go więcej niż raz po ślubie. Zatem, jest to całkowita strata pieniędzy. Przecież możemy poprosić znajomych, żeby coś tam kręcili. Złożymy to później w jedną całość i będzie super film ślubny i to za darmo!

Myślisz tak samo? Właściwie moglibyśmy przybić sobie piątki, ale... kilka miesięcy temu zobaczyłam to:



i... PRZEPADŁAM! Jak w ogóle mogłabym ich nie zatrudnić!? Przecież to istna bajka! Świetny, genialnie zmontowany teledysk, a do tego krótki film ślubny uwieczniający tylko to, co naprawdę najważniejsze. Na premierę takiego filmu czeka się z niecierpliwością, obgryzając paznokcie! Pierwszy seans to plejada gwiazd - Państwo Młodzi, Rodzice, dziadkowie, przyjaciele, nic tylko rozłożyć czerwony dywan, rozwinąć ekran i oglądać! W trakcie - łzy wzruszenia, śmiech i świetna zabawa, nikt nie ma czasu nawet puścić #tweet o tym, jakiej niesamowitej premiery jest właśnie świadkiem! Na koniec gratulacje i podziękowania, jeszcze tylko kilka wywiadów, zdjęcia na ściance i z fanami, żeby... obejrzeć to raz jeszcze! ... i jeszcze! ... I JESZCZE!



Czujecie te emocje!? To właśnie poczułam, po raz pierwszy oglądając film ich autorstwa. Nie. Właściwie to czuję to samo za każdym razem jak wypuszczają nowe reportaże. Wyobrażacie sobie, żeby wzruszać się oglądając ślub całkowicie obcych ludzi? Nie? No ja też nie! Rozumiem, żeby płakać na pogrzebach, czy podczas oglądania komedii romantycznych, lub Króla Lwa, ale tu?

Tu po prostu nie da się nie wzruszyć. Spójrzcie na ten genialny montaż, gdzie obraz jest idealnie dopasowany do muzyki, gdzie nic nie dzieje się przez przypadek, gdzie tych dwoje przysięga sobie miłość i wierność, gdzie bliscy ocierają łzy, przyjaciele się bawią. Takie trzy minuty ich teledysku, to jak bomba wypełniona mieszanką różnorakich emocji, która to mieszanka sprawia, że właściwie można by tak bez końca na to patrzeć.

Czy to jest właśnie klucz do sukcesu? No jacha! Skoro ja - centus - zdecydowałam się ich zatrudnić, to znaczy, że i Ty powinieneś/aś to zrobić! No, chyba że chcesz dać zarobić panu Marianowi, któremu kamera już lekko zarosła pajęczyną, albo filmiki kręcone pijaną ręką znajomego przy użyciu iPhone w zupełności Ci wystarczają. No ale błagam! Takich efektów, w ten sposób nie uzyskasz ;>!

Wciąż nie czujesz się przekonany/a? To spójrz raz jeszcze!



A, byłabym zapomniała! Tych Panów możecie zatrudnić też do nagrania Podziękowań Dla Rodziców! Zajmą się wszystkim - od samego scenariusza, przez nagrywanie i montaż, po prezentację gotowego materiału na weselu. Łzy wzruszenia - gwarantowane!




GENTLEMAN Wedding Videos - jesteście moimi ulubieńcami! :)


Przygotowania na finiszu, wszystko co najważniejsze dawno załatwione, teraz można już tylko le...

Misja Wesele: Wszystko jest (prawie) idealnie!


Przygotowania na finiszu, wszystko co najważniejsze dawno załatwione, teraz można już tylko leżeć i odliczać dni. Nie przemęczam się zanadto, za to relaks, zdrowe jedzonko, wizyty w spa i u kosmetyczki, to mój chleb powszedni. Nie zaprzątam sobie głowy niepotrzebnymi sprawami, w końcu jestem oazą spokoju, kwiatem lotosu, na spokojnej tafli jeziora i te sprawy. Złość zresztą piękności szkodzi, więc po co mi to? Co ja mówię! Jaka złość? Co niby może stać się zaledwie dwa miesiące przed ślubem? Przecież jest to czas relaksu i wyciszenia! Wszystko jest piękne, kwiatuszki pachnące, słonko świecące, słowem - najlepszy czas w Twoim życiu! Mylę się? Jeśli któraś z Was stwierdzi, że wcale się nie mylę, to chyba się nie polubimy, bo zazdrość to ostatnie czego mi teraz trzeba :D!
To co napisałam wyżej napiszę sobie chyba na ścianie i codziennie po przebudzeniu, będę histerycznie śmiać się sama do siebie widząc to co nabazgrałam. Los mi nie szczędzi ostatnio drogie Panie! Nie mam pojęcia co mu takiego zrobiłam, że tak perfidnie się na mnie odgrywa! 

Po pierwsze - komputer mnie nienawidzi. Zastanawiałyście się dlaczego ostatnio taka cisza tu panuje? Może odwołali wesele, może się znudził blog, może coś jej się stało? Nie, nie, nic z tych rzeczy! To tylko mój zaledwie trzytygodniowy komputer postanowił odmówić posłuszeństwa. Tak sam z siebie, z nudów może, z nadmiaru ślubnych informacji? Pewnego dnia po prostu strzelił focha i już się nie włączył. Uszkodzenie, o losie, okazało się na tyle skomplikowane, że serwis w Polsce nie był w stanie sobie z nim poradzić, więc mój światowy laptop w chwili obecnej jest na wycieczce w Niemczech. Damn, więcej świata zobaczy, niż jego właścicielka!

Mimo, że długo się przed tym wzbraniałam, dzisiejsza notka powstaje przy użyciu iPhone i nawet nieźle mi to idzie, nie mniej jednak za wszystkie błędy, literówki serdecznie przepraszam!


Po drugie - jeśli coś ma Ci się stać, to gwarantuje, że stanie się zaraz przed ślubem. Tak żeby dołożyć Ci stresu, żebyś się czasem za bardzo nie nudziła, żeby zapewnić Ci rozrywkę po prostu. Doceń! Mnie na przykład odnowiła się kontuzja biodra, coś chyba naciska na nerwy, bo każdy krok lewą nogą mi ją podcina, boli jak cholera nawet jak śpię i właściwie to nie wiem, czy to przeczekać, czy pchać się do lekarzy? Na każdą z tych możliwości nie mam specjalnie czasu. Ostatecznie mam jakieś silne leki przeciwbólowe! Grunt, żebym do 'ołtarza' doszła.

Poza tym, uczulenie na słońce w tym roku daje mi wyjątkowo we znaki, na tyle że bez sterydowych maści się nie obejdzie. Dzięki temu, od wschodu do zachodu słońca jestem udupiona w domu, polecam - pozytywnie wpływa na chęci do porządków. Byłabym zapomniała! Moje usta też chciały zaznaczyć swoją niechęć do słońca - spuchły i spierzchły. Dzięki, już wiem! W przyszłym roku, wraz z pierwszym słońcem zabunkruje się w domu i wyjdę dopiero na jesień :).


Myślicie, że to koniec? No co Wy! Ja się dopiero rozkręcam! 

Nie mogłabym mieć na nazwisko Soja, gdybym nie była ciamajdą! Mamy to chyba zapisane w genach. Oprócz tego, że jesteśmy 'dusza-człowiek', pomocni, szlachetni i honorowi, jesteśmy też chodzącymi siedmioma nieszczęściami i choć najczęściej się z tego śmieje, tak teraz już mam tego po dziurki w nosie! Wczoraj chcąc zabić komara przywaliłam ręką w ścianę... na której wisiał haczyk... metalowy. Bolało, ba! Dziś boli nawet bardziej, a dłoń spuchła do niewyobrażalnych rozmiarów. Ale chyba niczego nie złamałam? No bez jaj! W każdym razie, jeszcze nie panikuję, może jutro dopiero zacznę, jeśli nic się nie poprawi ;). Aha! No i jeszcze chcąc się położyć, przywaliłam kręgosłupem o kant szafki, też boli!

Poza tym, paznokcie mi niedorastają do skory, włosy jakoś wyjątkowo oklapły i straciły blask, oczy pieką od alergii i inne takie wspaniałości. Ale... Hajtam się za 58 dni i nic, powtarzam NIC mi tego dnia nie zepsuje! Choćbym była poobijana, zasmarkana i cała w wysypce to będzie to najpiękniejszy dzień w moim życiu! :)

Może jak dołożę do swojego drugie nazwisko, to ta ciamajdowadość chociaż troszkę się zmniejszy? :D

***
Autorzy zdjęć:  Weddings by Nicola & Glen, Rad + In Love, Katie Pritchard, Lauren Scotti