W życiu każdego (no, dobra - prawie każdego) faceta pozostającego w stałym związku przychodzi taki moment, w którym dochodzi do wniosku,...

Pierścionek zaręczynowy z perspektywy faceta

/
20 Comments

W życiu każdego (no, dobra - prawie każdego) faceta pozostającego w stałym związku przychodzi taki moment, w którym dochodzi do wniosku, że już czas zadać to najważniejsze pytanie - "Czy zostaniesz moją żoną?". No i wtedy się zaczyna! Jak to zrobić, gdzie to zrobić, z Rodzicami, czy bez nich, kupować kwiaty, czy nie... w końcu - co z tym pierścionkiem? Jak się okazuje, to ostatnie wcale nie jest takie łatwe!

Nie sztuką jest pójść do sklepu z biżuterią i kupić pierścionek, prawda? Jednak powiedzmy sobie szczerze - żadna kobieta nie chce dostać pierwszego lepszego pierścionka, ona chce dostać ten, jeden, JEDYNY (cokolwiek to znaczy!). Trudny orzech do zgryzienia mamy, Panowie! Czy pierścionek powinien wpędzić nas w długi, czy może być niedrogi, być z żółtego, czy z białego złota (podczas pisania tego posta dowiedziałem się też, że istnieje różowe złoto!!), z diamentem, czy z szafirem, czy... Dlaczego w sklepach jest taki ogromny wybór!? Spokojnie, wdech i wydech! Przedstawiam kilka punktów, dotyczących tego jak wybrać pierścionek i dlaczego nie powinniście się tym AŻ tak stresować :)


Po pierwsze - nie liczą się wydane na ten cel pieniądze!

Pamiętaj, że jest to tylko symbol łączącego Was uczucia, więc Twoja kobieta i tak zakocha się w świecidełku, który jej kupisz! Nie ma znaczenia ile kosztuje i jak wygląda (przynajmniej w pierwszej chwili ;p), wtedy najważniejsze jest to, że właśnie zdecydowałeś się, ze spędzisz z tą kobietą resztę życia, klęknąłeś przed nią i zadałeś TO pytanie, patrząc jej w oczy, z drżącym głosem... No która kobieta się nie wzruszy!?
*Pamiętaj jednak, pierścionek z automatu na zabawki odpada!


Po drugie - rozmiar pierścionka to nie problem!

Po pierwsze dlatego, że zawsze można go wymienić, a po drugie dlatego, że żyjesz z tą kobietą już tyle czasu, więc nie gadaj, że nie wiesz jaki ma rozmiar palca!

Dobra, a teraz na poważnie - Twoja kobieta na pewno ma w swojej szkatułce jakieś pierścionki, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby jej dyskretnie podkraść jeden z nich i zanieść do jubilera, w celu ustalenia rozmiaru. Jeśli nie - spytaj jej najlepszej przyjaciółki, one wiedzą o sobie wszystko :)


Po trzecie - nie kupuj sam!

Nikt nie podważa oczywiście Twojego gustu, dobrze jest jednak taki zakup skonsultować z innymi, najlepiej z jej przyjaciółką. Możesz też poprosić swojego najlepszego kumpla, żeby udawał, że chce się oświadczyć i prosi Twoją kobietę o pomoc w wyborze pierścionka. Ona będzie zwracała uwagę tylko na te, które jej samej się podobają, a Twój przyjaciel wszystko Ci później wyśpiewa!

Jeśli to możliwe, skonsultuj zakup ze swoją Mamą, w razie czego zwalisz winę na nią. W końcu, narzeczona na teściową złego słowa nie powie! Przynajmniej przed ślubem ;)


Po czwarte - przemowa!

Nie pisz sobie wcześniej nic na kartce, nie planuj detali, nie ucz się na pamięć! W tym całym stresie i tak zapomnisz połowę rzeczy i wyjdzie nienaturalnie i sztucznie. Najlepiej zastanów się, co chciałbyś jej w tym dniu powiedzieć, za co ją kochasz, cenisz, co Ci się w niej podoba. Przećwicz raz przed lustrem i idź na całość! Wszystko i tak wyjdzie w praniu. Najważniejsze to mówić szczerze, co serce dyktuje. Gwarantuję, że i tak będzie super!

Po piąte - miejsce nie gra roli!

Można to zrobić przy Wieży Eiffla, ale wcale nie trzeba! To może być w domu, przy świecach i płatkach róż na podłodze, lub w drogiej restauracji, albo w parku na ławce, w kinie na komedii romantycznej, w łóżku zaraz po przebudzeniu, WSZĘDZIE! Wszystko zależy od Ciebie i od Twojej kreatywności! Nie musisz nawet klękać, to już nie jest super trendy.


Mimo tego wszystkiego, powtórzę raz jeszcze - najważniejsze żebyś był sobą, mówił szczerze i od serca! Pamiętaj, że związek nie polega na udawaniu i musisz być prawdziwy, szczególnie w tak ważnym dla Was obojga dniu! Niech te zaręczyny będą spójne z Twoją osobowością, niech odzwierciedlają Ciebie takiego, jakiego kocha Cię Twoja kobieta :)

Życzę powodzenia!


---
źródło: pinterest



You may also like

20 komentarzy:

  1. Fajnie napisane, może doda otuchy przerażonym panom, którzy nie mogą się zdecydować ;) A ciekawa jestem, drogi Panie Świadku, czy zaręczyny masz już za sobą? Bo teoria, a praktyka to dwa odmienne wszechświaty :D
    Pozderki!
    Dorcia

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze mam to przed sobą, ciekawy jestem właśnie, jak ma się ta teoria do praktyki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja bym chciała takie zaręczyny bez tej całej śmiesznej obróbki typu kolacja, świeczki wino. Ja sobie wyobrażam, że tak z dupy nagle wyskoczy i się oświadczy. A sam pierścionek - byleby ładny był i skromny. Nie lubie świecidełek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki zaręczynowy "suprise" jest bardzo fajny z tego względu, że nasza partnerka niczego się nie spodziewa i jest mile zaskoczona całym zdarzeniem :)

      Usuń
  4. Ciekawy jestem, czy mojej narzeczonej spodoba się mój wybór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością się jej spodoba!
      Już samo to, że sprawisz jej taką niespodziankę wzbudzi w niej radość! :)

      Usuń
  5. Bardzo dobrze napisany post! :D Moze pomoze Panom w dokonywaniu wyboru :D
    http://sugarivett8.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że choć trochę rozjaśniłem tę sprawę! ;)

      Usuń
  6. mój mąż na pewno wydał na pierścionek wszystkie pieniądze jakimi w tamtej chwili dysponował. Zamiast z moją przyjaciółką poszedł ze swoim przyjacielem, który mnie o nic nie podpytywał... na szczęście nei radził się swojej mamy, dostałabym pewnie największy na świecie, najbardziej błyszczący i najgrubszy. I chyba bym się załamała!!!

    co do miejsca.... mój mąż zabrał mnie do parku, ale ponieważ nie znał okolicy podjechał od złej strony i prowadził mnie w największe chaszcze, a ja się wściekałam, a on szedł dalej, bo liczył na to, że w końcu wylądujemy nad pięknym jeziorem - które było za rzeczką, ale mostu już więcej nie było i ja o tym wiedziałam, a on nie. Także oświadczył mi się w chaszczach :) a kwiaty zostały w samochodzie, bo przecież nie mógł ich wziać ze sobą ;)
    ale byłó pięknie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie przeczytaj w takim razie moją odpowiedź na notkę Tie - najpóźniej w niedzielę na blogu :) Coś czuję, że się zrozumiemy! Twoje zaręczyny na pewno mimo wszystko były wspaniałe i wspominasz je z uśmiechem na twarzy, prawda? :)

      Usuń
  7. aha! jest jeszcze niebieskie złoto - najrzadziej spotykane!
    i wiem to od swojego męża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze czarne :D! A różowe to moje ulubione :)

      Usuń
  8. Zacne porady :). Czy Tobie udało się je wprowadzić w życie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wielki krok jeszcze przede mną! Jednak mam nadzieję, że sobie z tym poradzę ;)

      Usuń
  9. Akurat pomysł, żeby chłopak skonsultował swój wybór z mama jest wg mnie kompletnie nietrafiony :P. Ja nie chciałabym, żeby to teściowa wybierała mi pierścionek, może poradzić się np przyjaciółki czy siostry przyszłej narzeczonej :).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjaciółka to zdecydowanie najlepsza opcja! :)

      Usuń
  10. Zdecydowanie podobają mi się spontaniczne zaręczyny, niż zorganizowane imprezy... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmm... moim zdaniem, wszystko powinno być dopięte na ostatni guzik, jest to tak ważna chwila, że spontaniczność wyobrażam sobie jedynie w słowach wypowiadanych z ust ukochanego. Sama wolałabym wcześniej wiedzieć, że to się stanie danego dnia, by być na to przygotowaną - żeby nie zostać nagle zaskoczoną, w najmniej odpowiednim momencie ;)
    Sam pierścionek jest ważny, ale tylko pod względem dopasowania do gustu. Nie ważne, czy będzie drogi, czy tani. Czy będzie z diamentem, czy cyrkonią. Ważne, by się podobał. Chłopak powinien znać styl swojej kobiety i wiedzieć, co lubi - iść na zakupy z mamą, by ona wybrała za niego? Całkiem nietrafiony pomysł. Sama myśl, że chłopak sam wybierał dany pierścionek, jest piękna - postarał się, kombinował, nie szedł na łatwiznę, że ktoś mu wskaże, a on tylko kupi. To jest moim zdaniem najważniejsze.
    Buntuję się, jeżeli chodzi o 'kolanko'. Nie wyobrażam sobie oświadczyn bez klęknięcia. Jak na co dzień stawiam na oryginalność, tak akurat w tym jednym, moje zdanie jest niezmienne. To najważniejszy punkt tego pięknego dnia! :D
    Pozdrawiam

    Zapraszamy na naszego bloga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niektóre Panie właśnie wolą mieć niespodziankę i niczego się nie spodziewać :) Jeśli o nas chodzi, to było bardzo spontanicznie, w innym wypadku wszystkiego bym się domyśliła, a nie chciałam udawania :) Ale o tym następna notka, na którą serdecznie zapraszam!:)

      Co do klękania - w tym całym stresie nawet nie zapamiętałam, czy mój narzeczony klękał przede mną, czy nie :D

      Usuń