Często, wśród moich znajomych i na forach dyskusyjnych spotykam się z opiniami, że facet nie powinien się rwać do organizacji wesela, nie...

Organizacja wesela we dwoje?

/
30 Comments

Często, wśród moich znajomych i na forach dyskusyjnych spotykam się z opiniami, że facet nie powinien się rwać do organizacji wesela, niepotrzebnie się wtrąca, albo żalami i lamentami - "on się niczym nie interesuje, wszystko jest na mojej głowie"! Brzmi znajomo? Jeśli nie, to szczerzę Ci zazdroszczę! ;)

Zawsze lubiłam mieć wszystko poukładane, zaplanowane, zapięte na ostatni guzik. Dlatego zajęłam się organizacją wesela tak wcześnie, jak to tylko było możliwe. Byłam przekonana, że mój narzeczony zaangażuję się w tę misję, choć w połowie tak bardzo jak ja. Nawet nie wymagałam od niego entuzjazmu, czy tygodniowej euforii z powodu zarezerwowania sali. Nie! Ja tylko oczami wyobraźni widziałam nas, razem szukających usługodawców. Jakże się myliłam! Właściwie, to ja już powinnam przestać planować i być czegokolwiek pewną, bo jakoś często nic, a nic z tego nie wychodzi. Starałam się go zrozumieć, no bo przecież to nie są "męskie sprawy", przecież on tak ciężko pracuje (to nic, że ja też! To nic, ja to co innego!), przecież i tak jak coś wybierze, to będzie źle i brzydko. W porządku - chciałam, żeby chociaż w kilku kwestiach mnie wyręczył (nie prawda, chciałam tylko, żeby się jakoś zaangażował!) i żeby nie mówił, że wszystko robię sama i nie liczę się z jego zdaniem! Ja się nie liczę!? No błagam! Co ja poradzę, że ja po prostu zrobię to lepiej? :D

No, ale do rzeczy - oto co miał zrobić mój narzeczony. Gotowi?

Oprawa muzyczna.

Pomyślałam sobie - ja zajęłam się salą, fotografem i sporządziłam listę gości, to Ty mój Drogi zajmiesz się muzyką. Weselne hity, to zdecydowanie i bezapelacyjnie Twój żywioł. Razem, zgodnie postanowiliśmy, że zrezygnujemy z zespołu weselnego, na rzecz DJ. Wolimy muzykę w oryginale i mamy złe doświadczenia jeśli chodzi o uwielbiające alkohol zespoły. Zatem - popytaj znajomych, przeglądnij portale weselne, powysyłaj e-maile, poczytaj opinie, sprawdź ile kosztuje i w końcu... zarezerwuj! Minął jeden miesiąc, za chwilę drugi i trzeci i... No dlaczego to wciąż nie jest załatwione!? Mój narzeczony sypał wymówkami jak z rękawa: jest już za późno, jest jeszcze za wcześnie, jest niedziela, nie odbiera, nie mam pieniędzy na koncie, nie mam czasu... oj tam, oj tam (tak, to też była częsta wymówka). Uznałam, że może faktycznie to nie jest takie proste, przecież w naszych stronach DJ, to bardzo rzadki wybór, nawet nie mamy się kogo spytać o opinię, nie możemy liczyć na nikogo "z polecenia". W końcu postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Kilka godzin prześlęczałam przed ekranem komputera, wysłałam pięć e-maili i postanowiłam, że ten, który odezwie się pierwszy - tego wybieramy. Wieczorem, tego samego dnia DJ był już zarezerwowany. Narzeczony zadowolony, że zdjęłam z niego to ciężkie brzemię, a i ja całkiem uradowana, że mamy to z głowy. To nic, że znów była to moja zasługa! Może następnym razem.


Alkohol

No! Mimo tego, że od kilku ładnych lat, w ogóle nie pijesz, to alkohol jest zdecydowanie Twoją broszką. Znasz się na tym lepiej, a i więcej smaków na pewno poznałeś i masz się kogo spytać, w razie gdybyś potrzebował opinii. Zgoda? Zgoda - kupujemy Finlandię albo Absoluta. Hola, hola! Czy umknęło mi, że wygraliśmy na loterii? A może napadłeś na bank? Proponuję znaleźć coś co zmieści się w naszym budżecie, a ma ładną butelkę (no co - ładna butelka to podstawa!). Wybraliśmy się na wspólną wycieczkę do Selgrosa, żeby poznać ceny i pooglądać opakowania, zrobiliśmy listę potencjalnie idealnych marek alkoholi wysokoprocentowych i... i ona leży gdzieś wśród sterty papierków. Do dziś nie wiem, kiedy kupimy wódkę weselną, jaka ona będzie i czy zdecydujemy się też na inne alkohole. A co tam! Przecież mamy czas!


Samochód

Mi do samochodów w ogóle nie po drodze. Choć starałam się, naprawdę! Zdałam przecież egzamin na prawo jazdy, zepsułam Rodzicom samochód, dostałam własny, pojeździłam kilka razy i na tym się skończyła moja przygoda za kierownicą. Oj tam, nie każdy jest stworzony do bycia kierowcą! Dla własnego i innych bezpieczeństwa lepiej jak podróżuję na fotelu pasażera ;). W związku z tym, załatw - mój Drogi - samochód. W trakcie wielogodzinnych rozmów i negocjacji doszliśmy do wniosku, ze właściwie, to po co nam jakiś specjalny ślubny samochód, skoro i tak na ślub przyjedziemy osobno, a wesele będzie w tym samym miejscu? Szkoda zachodu i pieniędzy. Mój narzeczony przyjedzie swoją ukochaną Hondą (nie, Honda nie sponsoruje tego posta :( ), a ja? No cóż - moja podróż, mój problem. Nie mam jeszcze zielonego pojęcia jaki środek lokomocji wybiorę, jeśli nie będzie upału, ani deszczu, to pójdę na nogach, a co!


Obrączki

Mnie to właściwie jest "wsio ryba", co będziemy nosić. Byle były z różowego złota, niezbyt grube, niepółokrągłe, z oryginalnym grawerem, w rozsądnej cenie, no i nie jakieś zwykłe! Całą resztę pozostawiam mojemu narzeczonemu, a niech ma! Oh, wait... ;)

Garnitur

Tak! Zdecydowanie, to jest coś co załatwisz sam, beze mnie. Skoro Ty mnie nie zobaczysz w sukni przed ślubem, to ja Ciebie też nie chcę widzieć. Weź na zakupy siostrę albo szwagra, na pewno Ci doradzą. Pamiętaj tylko, żeby garnitur nie był czarny, najlepiej szary, lub granatowy. No i koszula nie może być czysto biała, no i... dobra, już tyle! Wybierz sam, ostatnio przeżywasz przecież modowy renesans, więc zaczynam Ci w tym względzie ufać. Nie zepsuj tego!


To teraz podsumujmy, w co zaangażował się mój narzeczony podczas organizacji wesela?
A Twój narzeczony angażował się w przygotowania? W czym Ci pomagał, a może wziął na siebie większość obowiązków? :)


You may also like

30 komentarzy:

  1. Wszystko przygotowaliśmy razem i to tylko nas zbliżyło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieję, że im bliżej ślubu, tym więcej zaangażowania zobaczę w moim narzeczonym :D

      Usuń
  2. Latem przyszłego roku odbędzie się nasz drugi ślub. Pierwszy - cywilny - odbył się tak, że prawie nie poczułam przygotowań, rodzina Męża i on wzięli go na siebie, bo był w ich kraju, a ja wtedy ledwie znałam język :) Załatwiłam sobie tylko sukienkę, biżuterię, nawet makijaż zrobiłam sama, reszta - razem z załatwianiem mi fryzjera, który uczesze mnie tak, jak sobie wymyśliłam - była na barkach ukochanego. I całkiem fajnie sobie ze wszystkim poradził :) Ja tylko pomagałam, dawałam zgodę na to czy na tamto. Teraz stoimy przed zdecydowanie większą imprezą - ślubem kościelnym w Polsce, i tutaj już robi się niewesoło, bo kiedy pytam moją drugą połówkę o zdanie np. na temat wódki weselnej, to wystrzelił mi z "Belwederem"... I tak ze wszystkim, mój Pan Młody ewidentnie ma problem z liczeniem kasy :)) Pozostaje mi więc odsunąć go od planowania finansowego i liczyć na pomoc przy innych obowiązkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to tak jak mój! Też ma problem z liczeniem kasy :D. Ja mam nadzieję, że bliżej ślubu bardziej się zaangażuje i będziemy tworzyć ślubny team! :) Życzę powodzenia w przygotowaniach!

      Usuń
  3. Świetny tekst! Takie wewnętrzne rozterki- całkiem to zgrabne. :) Zdecydowanie najlepsze było podsumowanie.;) A mój mąż jest sprytny i zaangażował w wesele nie siebie lecz teściową. ;) Pomogła nam z autokarem i ciastami na podziękowania dla gości. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaangażowałam w stu procentach swojego świadka, dlatego nie mam też na co narzekać! Z teściową mogłabym się nie dogadać :D Ale ciekawa jestem, czy reszta rodziny będzie się jakoś udzielać w ślubnych przygotowaniach :).

      Usuń
  4. Myslę, ze taka wspólna organizacja to doskonały test i sprawdzian przed małżeństwem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I żeby pokazać, kto tu rządzi :D

      Usuń
  5. My jesteśmy po ślubie już 11 lat i większość rzeczy przygotowywaliśmy razem. Mieliśmy zresztą to ogromne szczęście, że spotykaliśmy na swojej drodze super osoby, które bardzo nam pomagały, szczególnie gdy mi wydawało się, że coś jest nie możliwe do załatwienia. Gdy braliśmy ślub byłam na studiach i byłam wielką ignorantką w tym zakresie. Wydawało mi się, że na wszystko mamy czas. Datę ślubu wyznaczyliśmy w czerwcu na wrzesień. Mieliśmy tylko dwa miesiące na przygotowanie wszystkiego, ale zdążyliśmy ze wszystkim i było super :)
    Uff udało się :) Nie wiem, czy po 11 latach to byłoby nadal mozliwe ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Ślub zorganizować w dwa miesiące to pikuś, ale wesele? Wydaje mi się, że dziś byłoby to niemożliwe :) Podziwiam, ja bym chyba oszalała z nerwów :D

      Usuń
  6. Mój mąż na szczęście był równie mocno zaangażowany, jak ja :-) Gdzieś kiedyś usłyszałam, że okres przed ślubem, kiedy zajmujemy sie organizacją, wiele mówi o samej parze. Jeżeli para jest dobrana i szczęśliwa, to wszystko planują bez problemów, bo się ze sobą zgadzają. Jeśli się kłócą o byle co to znak ostrzegwaczy. A jak facet nie bierze udziału w organizacji, to w ogóle masakra - na ślubie zależy tylko kobiecie :-) Ciekawe, ile w tym prawdy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My jesteśmy razem już 7 lat i znamy się jak łyse konie! :) Zgadzamy się w większości spraw, jeśli chodzi o ślub i wesele, ale narzeczony jak widać, woli pewne sprawy zostawić mnie, sądząc, że ja zrobię to lepiej. Pewnie ma rację :D

      Usuń
  7. No cóż, u nas (czyli 4 miesiące temu) było tak: lista gości ustalona wspólnie, projektowanie zaproszeń - ja, drukowanie zaproszeń i ich ręczne ozdabianie - ja. Wysyłanie zaproszeń do gości - ja. Wybieranie lokalu na obiad weselny - wspólnie. Podpisywanie umowy z lokalem i wybór menu - ja. Szczegółowe ustalenia z menadżerką lokalu - ja. Wybór muzyki - ja. Wybór fotografów i kamerzysty spośród członków rodziny - tutaj wspólnie, ale właściwie chętni się sami zgłosili. Obrabianie zdjęć i filmu - ja. Jak widać, większość obowiązków spadło na mnie, ale tak szczerze mówiąc... to nie dlatego, że mąż nie jest tak zaradny jak ja (chociaż to trochę też). Ale przede wszystkim to razem z obecnym mężem tak ustaliliśmy - nie to, żebym lubiła mieć wszystko pod kontrolą... ale akurat w ten dzień potrzebowałam trzymać wszystko w garści :-) Dzięki temu mniej się stresowałam, że coś nie wyjdzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak? Wszystko było idealnie? :)

      U nas jest chyba właśnie tak samo, kiedy ja zajmuję się organizacją to wiem, że nie będzie żadnej niemiłej niespodzianki i po prostu wszystko będzie tak, jak być powinno :)

      Usuń
  8. O ile jeszcze narzeczony akceptuje nasze wybory, to okej - gorzej jeśli się nie angażuje, a później biadoli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak ;)! Mojemu na szczęście podoba się wszystko, co zorganizuję;)

      Usuń
  9. Jeśli para jest zgodna uważam że facet powinien a nawet musi odciazyc kobiete pomagajac jej w organizacji.
    www.phootoandstyle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech chociaż pokaże, że mu zależy :D

      Usuń
  10. hej kochana! jestem mężatką już 4,5 roku ( łącznie razem 9 lat) i czas tak szybko zleciał . Z mężem oboje byliśmy zgodni co do planowania ślubu, i wyobraź sobie że planowaliśmy wszystko na odległość, bo mieszkamy w Irlandii a ślub był w PL i jakoś daliśmy radę, aż tak bardzo się nie przejmowałam i było wspaniale a każdy się dziwił że nie miałam stresu podczas całej ceremoni, byłam cały czas uśmiechnieta, że później szczęka mnie bolała. Chciałam być Princessą, więc miałam tiulową suknie ślubną princeskę oraz białą limuzynę. Teraz jest ogromny wybór wszystkiego i pewnie dlatego trudniej jest się na coś zdecydować. Ja z miłą chęcią jeszcze raz powtórzyłabym ten najpiękniejszy dzień! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam! Organizowanie wesela to nie lada wyzwanie, a co dopiero na odległość! :) Cieszę się, że u Was wszystko wyszło super i zazdroszczę, że się nie stresowałaś ;) Chociaż myślę, że w dniu ślubu też będę wyluzowana, a narzeczony dostanie zawału :D

      W ten jeden dzień w życiu można sobie pozwolić na bycie prawdziwą księżniczką :)!

      Usuń
  11. Hej, świetny blog! U nas było wszystko wspólnie:) najgorzej wspominamy rozwożenie zaproszeń, mordęga. Reszta była spoko :)

    The Style Researcher

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :)!

      Dla mnie póki co najgorsze było wybieranie sukni!! :D

      Usuń
  12. Ale musi być przy tym pracy.. :D a co do rzęs- dla mnie makijaż byłby z nimi rewelacyjny:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno wezmę je pod uwagę! :)

      Usuń
  13. U nas to raczej ja ogarniałam część estetyczno-wizualną :) Fajne było to, że widziałam w nim, przekonanie, że mam gust :P Reszta rzeczy wspólnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest chyba tak samo! :D Ciekawa jestem jak będzie bliżej wesela :)

      Usuń
  14. Raczej dwoje ludzi powinno uczestniczyć w organizacji wesela. Choć są sprawy, gdzie kobieta będzie miała lepsze oko. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Każdy powinien robić to, w czym dobrze się czuje i w jakich działaniach się sprawdza. Często "po równo" wcale nie oznacza, że sprawiedliwie... A jeśli Ty jesteś urodzoną organizatorką, to organizuj i nie narzekaj;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie narzekam! Nic, a nic! :) Skoro wiem, że zrobię to wszystko lepiej... :D

      Usuń