Przygotowania na finiszu, wszystko co najważniejsze dawno załatwione, teraz można już tylko leżeć i odliczać dni. Nie przemęczam się z...

Misja Wesele: Wszystko jest (prawie) idealnie!

/
16 Comments

Przygotowania na finiszu, wszystko co najważniejsze dawno załatwione, teraz można już tylko leżeć i odliczać dni. Nie przemęczam się zanadto, za to relaks, zdrowe jedzonko, wizyty w spa i u kosmetyczki, to mój chleb powszedni. Nie zaprzątam sobie głowy niepotrzebnymi sprawami, w końcu jestem oazą spokoju, kwiatem lotosu, na spokojnej tafli jeziora i te sprawy. Złość zresztą piękności szkodzi, więc po co mi to? Co ja mówię! Jaka złość? Co niby może stać się zaledwie dwa miesiące przed ślubem? Przecież jest to czas relaksu i wyciszenia! Wszystko jest piękne, kwiatuszki pachnące, słonko świecące, słowem - najlepszy czas w Twoim życiu! Mylę się? Jeśli któraś z Was stwierdzi, że wcale się nie mylę, to chyba się nie polubimy, bo zazdrość to ostatnie czego mi teraz trzeba :D!
To co napisałam wyżej napiszę sobie chyba na ścianie i codziennie po przebudzeniu, będę histerycznie śmiać się sama do siebie widząc to co nabazgrałam. Los mi nie szczędzi ostatnio drogie Panie! Nie mam pojęcia co mu takiego zrobiłam, że tak perfidnie się na mnie odgrywa! 

Po pierwsze - komputer mnie nienawidzi. Zastanawiałyście się dlaczego ostatnio taka cisza tu panuje? Może odwołali wesele, może się znudził blog, może coś jej się stało? Nie, nie, nic z tych rzeczy! To tylko mój zaledwie trzytygodniowy komputer postanowił odmówić posłuszeństwa. Tak sam z siebie, z nudów może, z nadmiaru ślubnych informacji? Pewnego dnia po prostu strzelił focha i już się nie włączył. Uszkodzenie, o losie, okazało się na tyle skomplikowane, że serwis w Polsce nie był w stanie sobie z nim poradzić, więc mój światowy laptop w chwili obecnej jest na wycieczce w Niemczech. Damn, więcej świata zobaczy, niż jego właścicielka!

Mimo, że długo się przed tym wzbraniałam, dzisiejsza notka powstaje przy użyciu iPhone i nawet nieźle mi to idzie, nie mniej jednak za wszystkie błędy, literówki serdecznie przepraszam!


Po drugie - jeśli coś ma Ci się stać, to gwarantuje, że stanie się zaraz przed ślubem. Tak żeby dołożyć Ci stresu, żebyś się czasem za bardzo nie nudziła, żeby zapewnić Ci rozrywkę po prostu. Doceń! Mnie na przykład odnowiła się kontuzja biodra, coś chyba naciska na nerwy, bo każdy krok lewą nogą mi ją podcina, boli jak cholera nawet jak śpię i właściwie to nie wiem, czy to przeczekać, czy pchać się do lekarzy? Na każdą z tych możliwości nie mam specjalnie czasu. Ostatecznie mam jakieś silne leki przeciwbólowe! Grunt, żebym do 'ołtarza' doszła.

Poza tym, uczulenie na słońce w tym roku daje mi wyjątkowo we znaki, na tyle że bez sterydowych maści się nie obejdzie. Dzięki temu, od wschodu do zachodu słońca jestem udupiona w domu, polecam - pozytywnie wpływa na chęci do porządków. Byłabym zapomniała! Moje usta też chciały zaznaczyć swoją niechęć do słońca - spuchły i spierzchły. Dzięki, już wiem! W przyszłym roku, wraz z pierwszym słońcem zabunkruje się w domu i wyjdę dopiero na jesień :).


Myślicie, że to koniec? No co Wy! Ja się dopiero rozkręcam! 

Nie mogłabym mieć na nazwisko Soja, gdybym nie była ciamajdą! Mamy to chyba zapisane w genach. Oprócz tego, że jesteśmy 'dusza-człowiek', pomocni, szlachetni i honorowi, jesteśmy też chodzącymi siedmioma nieszczęściami i choć najczęściej się z tego śmieje, tak teraz już mam tego po dziurki w nosie! Wczoraj chcąc zabić komara przywaliłam ręką w ścianę... na której wisiał haczyk... metalowy. Bolało, ba! Dziś boli nawet bardziej, a dłoń spuchła do niewyobrażalnych rozmiarów. Ale chyba niczego nie złamałam? No bez jaj! W każdym razie, jeszcze nie panikuję, może jutro dopiero zacznę, jeśli nic się nie poprawi ;). Aha! No i jeszcze chcąc się położyć, przywaliłam kręgosłupem o kant szafki, też boli!

Poza tym, paznokcie mi niedorastają do skory, włosy jakoś wyjątkowo oklapły i straciły blask, oczy pieką od alergii i inne takie wspaniałości. Ale... Hajtam się za 58 dni i nic, powtarzam NIC mi tego dnia nie zepsuje! Choćbym była poobijana, zasmarkana i cała w wysypce to będzie to najpiękniejszy dzień w moim życiu! :)

Może jak dołożę do swojego drugie nazwisko, to ta ciamajdowadość chociaż troszkę się zmniejszy? :D

***
Autorzy zdjęć:  Weddings by Nicola & Glen, Rad + In Love, Katie Pritchard, Lauren Scotti


You may also like

16 komentarzy:

  1. Buehehe!! Soja ciamajda! <3
    Dobrze bedzie!! I to już tak niedługo :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozbawił mnie Twój post :) Będzie dobrze! Ja miałam ślub w 2013 r i teraz zorganizowałabym wszystko inaczej, ale ważne, by tego dnia świetnie się bawić i czerpać 100% z każdej chwili. Tego Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy wpis i lekko się go czytało :) obyś się więcej już nie uszkodziła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przed moim ślubem, też znając życie by coś się wydarzyło nieciekawego. Życzę Ci, żebyś jednak nie była zasmarkana, a żeby wszystko poszło po Twojej myśli a nawet i lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uśmiałam się strasznie! Jakbym oglądałam cztery wesela i pogrzeb, albo moje wielkie greckie wesele! Zawsze tak jest nie ważne czy przed weselem czy przed egzaminem, wszystko się zepsuje. U mojej przyjaciółki fryzjerka się spóźniła a auto, którym mieli jechać (stary mustang) zaparkowało na za wysokim krawężniku i Pan młody musiał wyciągnąć lewarek i podnosić auto w garniturze z kierowca na szczęście wszystko się udało a ile potem śmiechu jest :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, a ja mam szczęście do takich przygód :D Przed obroną licencjatu też się lekko poturbowałam, więc już powinnam się przyzwyczaić :D A przygoda z samochodem - pozazdrościć :D

      Usuń
  6. Wszystko będzie idealne! Zobaczysz, nie ma co aż tak się nakręcać. pamiętam te nerwym, później będziesz się z tego śmiała, póki co ciesz się przygotowaniami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nerwy mnie nie dopadną:)

      Usuń
  7. Ślub wcale nie jest taki straszny... naprawdę wystarczy włączyć na luz :) Im więcej się spinamy tym jest gorzej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że nie jest :) Akurat samymi przygotowaniami się specjalnie nie spinam, tylko moja ciamajdowatość upiera się zawsze na te nieodpowiednie momenty :D

      Usuń