Część I Część II Jestem w szoku, bo przez dobre pięć pierwszych kawałków cały parkiet jest pełny! Ludzie wychodzą na podwórko, bo ogró...

Misja Wesele: 27 sierpnia 2016 Część III

/
17 Comments

Część I
Część II

Jestem w szoku, bo przez dobre pięć pierwszych kawałków cały parkiet jest pełny! Ludzie wychodzą na podwórko, bo ogród jest przepiękny, no i dają tam zimne piwo! Yay! Wołamy gości na zdjęcie grupowe i całą resztę sztywnych, pozowanych zdjęć. Międzyczasie ci wszyscy pozujący ze mną wyginają mi koło u sukni w jajo, przez co widać mi nogi do połowy łydek. Przez następne 15 minut moja przyjaciółka Basia klęczy u moich stóp i wygina koło w drugą stronę, ale tym samym ratuje moją suknie. Dzięki Basia! Nawiasem mówiąc Basia tej nocy wykonała kawał dobrej roboty! Pomagała mi korzystać z toalety w tej wielgachnej sukni, poprawiała mi makijaż, chodziła ze mną smarkać, dosuwała krzesło do stołu, kiedy męża nie było na horyzoncie... Basia! Bez Ciebie bym sobie w życiu nie poradziła! Dziękuję <3

Możemy pykać minisesję ślubną. Jestem bardzo ciekawa co z tego wyszło, bo był upał i słońce waliło prosto na nas, poza tym łaziliśmy po nierównym trawniku więc ciągle deptałam sobie suknię. Pomysłów jednak wcale mi nie brakowało i mam nadzieję, że Aleksandra Kiełczewska nie miała mnie dosyć. Olu, dziękuję za cierpliwość! :) Tylko Rafał był niespecjalnie zadowolony, bo nienawidzi sesji zdjęciowych, ale jakoś poszło Ośle, jakoś poszło. Szybka przerwa na kawusie i śmigamy na parkiet. Mnie nie przeszkadza, że Rafał nie umie tańczyć, po tylu latach to ja nawet to lubię! Naprawdę. Ale żeby go nie stresować, tańczymy dużo w kółeczku - wilk syty i owca cała! Chwilę później DJ robi blok zabaw dla dzieciaków, którego zwieńczeniem jest pokaz baniek mydlanych, wszyscy są uradowani, nawet dorośli. Wspominałam już, że DJ odwalił naprawdę kawał dobrej roboty!? Nie moglibyśmy wyobrazić sobie lepszego wodzireja, miał masę pomysłów i mnóstwo energii. Pokłony dla niego do samej ziemi. Później łazimy po sali, pijemy wodę z kieliszków ze znajomymi, łoimy bez opamiętania, bez przepitki, bez skrzywienia. Takie alkoholiki z nas. BTW, raz pomyliłam kieliszki - dziękuję losowi, że nie puściłam pawia! Poker face wyszedł mi idealnie!

Czas na weselu naprawdę leci przeszybko, nawet się nie obejrzeliśmy i już zrobiło się ciemno, czas więc było wyjść z ludźmi na zewnątrz, na zimne ognie. Oczywiście zapomnieliśmy kupić zapalniczki, więc bujaliśmy ze świeczkami, ale pogoda dopisała, więc wszystko wyszło spoko, nawet dwa razy! Nie mogę doczekać się efektów! Liczę na magię i bum! O 22:00 zaplanowaliśmy podziękowania dla Rodziców. Ustawiliśmy krzesła na środku parkietu, światła zgasły, ekran zaczął się rozwijać, wszyscy z niecierpliwością czekają, mnie cisną się już łzy na oczy, operator wciska 'play' i... Nie ma dźwięku. 'To pewnie przez ten wcześniejszy chwilowy brak prądu' - słyszę. No super, budzimy właściciela domu weselnego, a mnie już szlag trafia. Na całe szczęście mamy najlepszego DJ na świecie, który przejmuje pałeczkę i zabawia gości. Chwilę późnej już wszystko działa i puszczamy filmik, który jest jeszcze lepszy niż wtedy, kiedy widziałam go ostatni raz. Pod koniec lecimy po kwiaty i zapakowane płyty z filmikami. Rodzice wstają, moi Rodzice oczywiście wzruszeni, choć Tata bardziej. Kiedy podchodzę, żeby złożyć im życzenia, szepcze mi do ucha 'zabije cię za to' - nie lubi niespodziewanych sytuacji. Włączamy banalne, utarte do porzygu 'Cudownych rodziców mam' i wzruszamy się już chyba wszyscy. Później lecimy dalej z podziękowaniami, tym razem dla świadków, starostów i moich druhen. Tańczymy do kawałka z serialu 'Przyjaciele', kocham tych ludzi! Naprawdę bez nich to nie byłoby to samo. Wiele dla mnie zrobili i wtedy kiedy wszystko było na etapie planowania i dziś kiedy to dzieje się naprawdę.

Teraz trochę czasu na ogarnięcie się, wysmarkanie - bo wciąż jeszcze resztki choroby dają o sobie znać. Muszę znów być świeża i piękna na oczepiny. Zaczynamy standardowo od rzutu bukietem i krawatem. Mój bukiet łapie Kasia - dziewczyna która przywiozła nam chlebek. Krawat - chłopak mojej koleżanki. Mieli zatańczyć razem Polkę za piątkę. Szepczą sobie do ucha jak ten taniec wygląda, ściągają buty żeby było wygodniej, emocje wre. A tu pyk - pięć sekund piosenki i koniec. Brawa! To właśnie polka za piątkę! Yay! Wszyscy odetchnęli z ulgą. Później nasz test zgodności - wywróżyli nam, że będziemy mieć trzech synów, matkobosko jak ja się cieszę, że nie wierzę w zabobony, to pozwala mi mieć nadzieję na córkę :D. Jedną z fajniejszych zabaw dla gości był taniec z gwiazdami, gdzie wyłonieni faceci mieli tańczyć wybrane przez DJ tańce towarzyskie - dużo śmiechu i zabawy. Dzięki, że już wszyscy byli podpici!

Po oczepinach czas jeszcze mocniej przyspieszył, goście zaczęli się rozchodzić, więc tylko lataliśmy po szyszki, a dla znajomych jeszcze po wódkę. Trzeba było ogarniać też transporty, więc na parkiecie byliśmy już tylko z doskoku. Ostatni goście wyszli o 5 rano. Ja byłam padnięta jak nigdy. Suknia odcisnęła mi się na skórze, stanik odparzył, a jedna pończocha w jakiś cudowny sposób odbiła mi się tak na udzie, że następnego dnia miałam bąble. Z  kolei kręgosłup totalnie odmówił posłuszeństwa, na tyle, że zanim położyłam się spać, to musiałam poćwiczyć pilates, żeby pozbyć się bólu.

Ale wiecie co? Było warto, naprawdę! To był wspaniały dzień, ze wspaniałymi ludźmi. No i kocham mojego męża!


You may also like

17 komentarzy:

  1. Cudownych rodziców mam - może i banalne, ale zawsze działa :) Rozkleja tych, których powinno rozkleić :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Robi robotę, mimo że banalne ;)

      Usuń
  2. zatęskniłam teraz za swoim dniem :) to cudowne zmęczenie + niewyspanie + tysiąc innych problemów + niewygodne ubrania, byle tylko wyglądać pięknie = niezapomniane chwile :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Generalnie nie jestem zwolenniczką małżeństwa. Ale tak sobie myślę, że to musi być niesamowity dzień. Mam jednak niejasne wrażenie, że biorąc pod uwagę mój życiowy nieogar, to na bank coś mi się potencjalnie na moim ślubie wykrzaczy. Na milion procent.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny wpis. Ja generalnie nie jestem zwolenniczką małżeństwa, natomista jesli hipotetycznie miałabym zakładać taką opcję, jestem niemalże w stu procentach pewna, że coś się wykrzaczy. Na bank.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty! :) Nie ma co tak do tego podchodzić! W ostateczności zawsze możesz zdecydować się na pomoc konsultanta ślubnego - wtedy wszystko będzie dopięte na ostatni guzik :)

      Usuń
  5. Piękny wpis... mimo, że nie jestem fanką tego typu imprez... i swoją potraktowałam trochę z przymrużeniem oka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tego typu imprezach zawsze chodzi o to, żeby to była NASZA impreza - nie ważne czy wielkie wesele, czy małe przyjęcie, czy nawet impreza w dyskotece dla najblizych przyjaciół :). Mamy mieć co wspominać i czuć się dobrze :)!

      Usuń
  6. Wzruszyłam się czytając ten wpis. Widać jak wszystkim zależało by wszystko się udało. Cudownie mieć takich przyjaciół, którzy pomogą w potrzebie. Gratuluję i życzę wszystkiego najcudowniejszego w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha, żeby jeszcze ćwiczyć pilates przed snem - to dopiero wyczyn! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Popieram, że najważniejsze jest to abyśmy to my czyli się dobrze podczas takiej imprezy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna relacja, aż mi się oko zaszkliło, bo całkiem niedawno byłam na weselu siostry. Uważam, że jest to dzień wart każdych przygotowań!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! :) Mimo stresów i wielu obowiązków - było warto :)!

      Usuń